Jasne, Bo Prohibicja Zawsze Świetnie Działa

Jasne, Bo Prohibicja Zawsze Świetnie Działa

WHO wymyśliło sobie (za szwedzką inspiracją), aby sklepy z alkoholem były prowadzone przez państwo, lokowane na obrzeżach miast i otwarte jedynie parę godzin dziennie. Alkoholu nie będzie także można reklamować. Za naszej prezydencji w UE wszystkie kraje projekt przyklepały i podobno ma być on przepychany w połowie wiosny.

Z początku uznałem, że to pewnie jakiś żart. Po chwili do mnie dotarło, że niekoniecznie. Gazeta Prawna rzadko wkręca ludzi (no, a przynajmniej nie na taką skalę).

Naruszenie Status Quo

*Puff* i społeczeństwo znienacka wyleczone.

*Puff* i społeczeństwo znienacka wyleczone.

Francja, Włochy, Portugalia i Hiszpania bez wina, Niemcy bez piwa a Polacy bez całej trójki, doliczając wódkę? Pomijając preferencje alkoholowe jednostki – przecież te trunki są potężną składową kultury swoich krajów. Już widzę, jak ich obywatele z radością przyjmują nowe przepisy.

Poza tym – czy ktokolwiek tam w WHO słyszał o mechanizmie zakazanego owocu? Przecież utrudnienie dostępu do alkoholu jedynie odpali w młodych jeszcze silniejsze poczucie, że upicie się jest powodem do dumy.

Serio, z dnia na dzień jestem coraz bardziej przekonany, że dyplom z psychologii (chociażby jakaś pobieżna dwulatka) powinien być bezwzględnym minimum wymagań na jakiekolwiek stanowisko administracyjne.

Reklamy

Kominek pisał wczoraj o tym, że Rada Etyki Mediów przyczepiła się (za listem smutnego obywatela) do słynnej reklamy Old Spice (tej z I’m on a horse). Oto fragmenty skargi zgłaszającej spot do weryfikacji przez REM:

Mężczyzn (…) wpędza w kompleksy i buduje tylko i wyłącznie frustrację. (…) reklama ta poniża obraża i wpędza w kompleksy normalnych mężczyzn ciężko pracujących na rodzinę i niemających czasu na siłownię.

Autor bloga celnie zauważył:

A może by tak zakazać reklamy drogich samochodów, bo pracowników huty na nie nie stać? I wycieczek zagranicznych, bo Kowalski może się wybrać co najwyżej do Karpacza. I to tylko na weekend.

Podobnie moim zdaniem sytuacja wygląda z reklamowaniem alkoholi. Wbrew ewidentnie panującej w Brukseli i Genewie opinii – ludzie potrafią myśleć. I choć demokracja musi dawać równe szanse wszystkim bez wyjątku, byłoby okej, gdyby nie był ten światły cel ciągle mylony z zaniżaniem standardów do najgłupszych jednostek społeczeństwa.

Jestem za zwiększeniem kar przyznawanych sklepom, które sprzedają alkohol nieletnim. Jestem za obowiązkiem odnotowywania w jakiś regularny sposób osób, które wszczynają alkoholowe burdy. Jestem przeciwko kasowaniu reklam alkoholu. Sorry, ale są one obecnie bardzo istotną częścią propagowanego w mainstreamowej kulturze lifestyle’u. Większość z nich to małe dzieła sztuki. Komercyjne? I co z tego :)

Czy namawiają do złego? Nie wydaje mi się. W końcu słodziutką i puchatą podusią w misie (taką ze wszystkimi możliwymi unijnymi atestami) też można kogoś z premedytacją udusić.

(jeśli nie widzisz filmiku – link do Youtube)

Pytanie: Załóżmy, że stoisz na środku autostrady i pędzi na Ciebie potężny, osiemnastokołowy TIR. Jak zamkniesz oczy, to go nie widzisz.

Czy sprawiło to, że zniknął?

Spostrzeżenie dodatkowe – TIR może być na autostradzie. Ty nie. Czy po nieuniknionym wypadku powinniśmy zakazać przejazdu wszystkim ciężarówkom  czy też puknąć się w głowę, że ktoś wbiegł na własne życzenie pod koła?

Prohibicja

Niektóre serwisy informacyjne wspominają też o możliwości stopniowego zwiększania ceny alkoholu, aż do poziomu praktycznej niedostępności dla zwykłego obywatela.  Z tego co się orientuję, to rozwiązanie z kolei rześko propaguje rząd Wielkiej Brytanii. Jako że pomysł ten przypomina do ułudy gospodarczą prohibicję, w ramach komentarza pozwolę sobie zacytować Bartłomieja Kozłowskiego z serwisu Polska.pl (link prowadzi do pełnego artykułu):

Pierwsze skutki prohibicji wydawały się całkiem zadawalające. Jak wskazują dostępne dane, w najwcześniejszym okresie prohibicji ilość spożywanego na głowę przeciętnego Amerykanina alkoholu spadła w sposób bardzo poważny (…).

Trend ten bardzo szybko jednak się odwrócił. Co więcej, w bardzo szkodliwy sposób zmieniła się struktura spożycia alkoholu. Amerykanie pili o wiele mniej piwa i wina, za to bez porównania więcej wódki. W amerykańskim życiu po raz pierwszy w praktyce zrealizowało się to, co Richard Cowan nazwał „żelaznym prawem prohibicji”: im bardziej jakiś rodzaj substancji (narkotyki, tytoń,  alkohol) jest ścigany przez prawo, tym substancja taka staje się mocniejsza (i w bardziej prawdopodobny sposób zanieczyszczona) oraz bardziej niebezpieczna.

Kiedy obrót jakąś rzeczą staje się przestępstwem, a na ową rzecz istnieje zapotrzebowanie – tymi którzy podejmą się dostarczenia zakazanej a pożądanej substancji, będą przestępcy. Skutkiem tej prawidłowości było inne zjawisko, które przed okresem prohibicji miało w Stanach Zjednoczonych charakter marginalny – rozwoju zorganizowanej przestępczości.

Najbardziej tragicznym skutkiem prohibicji był spektakularny wręcz wzrost liczby morderstw. 

A Przecież Można Inaczej

Bracia Heath napisali niedawno popularną książkę Pstryk – Jak zmieniać, żeby zmienić. Jest to pozycja poświęcona zarządzaniu zmianą i stanowi współczesny must-read dla wszystkich zawodowo lub naukowo związanych z tematyką zarządzania.

Jeden z przytaczanych przez nich case’ów dotyczył postaci Jaya Winstona. Koleś był profesorem zdrowia publicznego na Harvardzie i jakoś w latach osiemdziesiątych wymyślił koncepcję designated driver (w Polsce pewnie nadal obowiązuje potoczne określenie muł). Chodzi o to, by grupa znajomych jadąca do baru przy każdym wyjściu wybierała naznaczonego kierowcę, który tego dnia nie będzie pił, bo przecież prowadzi. Bohaterem za każdym razem zostawał kto inny, by wszyscy mieli równą szansę na relaks.

Ponieważ terminu nie znał wówczas nikt (a i sam pomysł nie był specjalnie popularny), Jay razem ze swoją dzielną drużyną skontaktowali się z ludźmi (producentami, aktorami, scenarzystami) udzielającymi się w stu sześćdziesięciu (liczbowo: 160) popularnych programach telewizyjnych. Każdego z nich proszono jedynie o pięciosekundową linię dialogową, w której ktoś luźno nawiąże do idei naznaczonego kierowcy. Zgodziło się wielu.

(jeśli nie widzisz filmiku – link do Youtube)

Wystarczyły trzy lata, by dziewięciu na dziesięciu pytanych (90% społeczeństwa) poprawnie rozumiało pojęcie naznaczony kierowca. Co nawet bardziej istotne, na przełomie pierwszych czterech lat od wystartowania projektu liczba śmierci w wypadkach związanych ze spożyciem alkoholu zmniejszyła się z ponad 23 500 w roku 1988 do lekko ponad 17 850 w roku 1992. To ponad 5650 uratowanych ludzkich żyć.

Akcja poleciała zupełnie oddolnie i choć nie da się zbadać jej rzeczywistego przełożenia na spadek śmiertelności – no cóż, raczej nie zaszkodziła, prawda? Można było podobne rozwiązanie wymusić na obywatelach USA prawnie, jasne. Ale jak widać skutecznie i inteligentnie przeprowadzona kampania społeczna zadziałała płynnie, bezboleśnie i jeszcze do tego wszystkim się spodobała.

Postać naznaczonego kierowcy pojawia się w serialach i filmach do dzisiaj.

Czy dałoby się podobnym mechanizmem zmienić nasze spostrzeganie alkoholu w jakiś inny sposób? Oczywiście.

No To O Co Chodzi?

Standardowo już ostatnimi czasy – nie jestem pewien. Gdzieś w Internecie przeczytałem, że (cytat z pamięci) rząd brytyjski jest silny i zdeterminowany, więc przeprowadzi te reformy nawet przy ogromnym oporze społeczeństwa. No dobrze, jest silny i zdeterminowany, chwała mu. Tyle że to wszystko można rozwiązać inaczej.

Lubimy naśladować, lubimy wzorce, lubimy trendy. Dlaczego by nie pójść ścieżką światłych ludzi dwudziestego pierwszego wieku i nie spróbować czegoś z tych rejonów, hm? Czemu to zawsze musi być turbo restrykcyjne prawo i modlenie się, żeby ludziom nie przyszło do głowy wyjść na ulice?

No kaman, skasowanie seksownego palenia ze srebrnego ekranu spowodowało swego czasu tak drastyczny spadek sprzedaży fajek, że do dzisiaj nie wrócił on do wcześniejszego poziomu.

Pomysłem, nie siłą. Serio.

// O planowanych zmianach dowiedziałem się z artykułu umieszczonego wczoraj na Gazeta.pl. Zdjęcie w nagłówku jest mojego autorstwa i przedstawia kapselek Heńka na sopockiej plaży.

Pozdrawia Twój bloger,

autograf

  • O.

    Cały tekst bardzo dobry. A przykład z zielonej ramki jest idealny, ciekawe jaką miałby na niego odpowiedź nasz premier, gdybyś tak mu to przedstawił ;)

  • http://niezgrani.pl Rafał Rzeuski

    Rozumiem, że rząd woli, abym potajemnie sączył bimber, niż pił kulturalne piwko importowane z Ukrainy czy Czech? Okej.

    Świetny artykuł.

  • anka

    w Islandii prohibicja się sprawdziła. Jak chce się kupić kić wino, to tylko w sklepach z alkoholem i w określonych godzinach.
    Ale u nas to nie przejdzie.

  • Karolina

    To jest tak nierealny i nieskuteczny projekt – nie wierzę że mógłby zostać wcielony w życie.

  • http://kuchnianagazie.blogspot.com Czyprak Antoni

    Śliczny tekst. Opary absurdu zaciągają się i gęstnieją nad Unią, stopniowo obniżając pułap i mącąc w już i tak przymulonych umysłach unijnych politruków, technokratów i socjopatów… tfu, socjotechników; odbierając pracę satyrykom, którzy nigdy, przenigdy nie byliby w stanie wydumać tak pojechanego skeczu. I ja się zaciągam tym absurdem, i już widzę wzrost spożycia.

    Powiedzmy, że w sobotę Polak organizuje małą imprezkę. Wcześniej w poniedziałek ma czas żeby w dzień pojechać na obrzeże miasta i kupić kilka flaszek, których będzie potrzebował. Fajnie. We wtorek dzwoni kolega, gadu gadu, ale co będziemy tak przez telefon. Przyjeżdżaj, mam jakiś flakon. Przyjeżdża, dwie buteleczki mniej. W środę Polak ma chandrę, bo środek tygodnia, w czwartek mecz, więc skoro jest na stanie jakiś alkohol, to może nie oglądać samemu, tylko zaprosić koleżeństwo. I w sobotę można się pociąć, a trzeba znaleźć czas żeby pojechać po wódkę, bo zeszło to, co normalnie nie zostałoby wypite. Bo było. Kupuje się oczywiście ze dwie butelki więcej, niż normalnie dałoby się radę wypić, ale i tak, jak pokazuje praktyka, ten nadmiar zostanie spożyty podczas spotkania towarzyskiego. Biedne wątroby!

    Oczywiście to tylko teoria. W rzeczywistości w każdej chałupie (oczywiście z wyjątkiem chałup abstynentów, wegetarian i innych takich, co się winiuchem zakwaszają) będzie stała pięciolitrowa butla przemyconego od Ruskich spirytusu albo lokalnego samogonu. Przecież my to nie tak dawno ćwiczyliśmy! Sam mam jeszcze po rodzicach fachowo pospawaną kankę na mleko z czasów kartkowych. Myślałem, że się już nie przyda, ale po raz kolejny okazuje się, że w materii przypominania czasów realnego socjalizmu na Unię można liczyć.

    Jak dla mnie mogą zrobić pełną abstynencję, taniej wyjdzie. Przy pełnej dostępności alkoholu w sklepach nie chce się rozstawiać aparatury, a tak i przyoszczędzi się, i nie będzie się pić chemii. Byle cukru nie zabronili sprzedawać, bo śrutę żytnią na zacier to se sam skombinuję :) Eech, rozmarzyłem się ;)

  • Martyna

    kto nigdy wieczorem przed imprezą nie leciał do monopolowego, niech pierwszy rzuci kapslem. przypomniały mi się ostatnie newsy z Rosji o tych biedakach, co pili alkohol niewiadomego pochodzenia. nie rozumiem, jedna osoba mogła na coś takiego wpaść, ale że potem x ludzi na to przyklasnęło? wtf?

  • http://prawdepowiedziawszy.blogspot.com/ mejoa

    Zabawne, jakiś czas temu na zajęciach analizowaliśmy możliwość wprowadzenia w Polsce systemu opartego na szwedzkim Systembolaget (sieć sklepów z alko należąca do państwa, działa na zasadzie ogranizacji non profit). Rzeczywiście sprawdza się to w Szwecji, która nie radziła sobie z alkoholizmem wśród społeczeństwa, wszystkie wypracowane przez Systembolaget zyski przeznaczane są na edukację, przeciwdziałanie alkoholizmowi. Ciężko mi wyobrazić sobie nagłe wprowadzenie podobnych rozwiązań w PL, gdy społeczeństwo jest przyzwyczajone do powszechnej dostępności trunków alkoholowych, dlaczego nie pomyślano o takich regulacjach 20 lat temu? Byłoby znacznie łatwiej, i skoro wszyscy powołują się na Szwecję- tam uczyniono to w roku 1955.

    • http://jestkultura.pl/ Andrzej Tucholski

      Szwedzkie nazwy brzmią jak jakieś zaklęcia albo zamki :)

  • Ann

    „(Jestem przeciwko kasowaniu reklam alkoholu.) Sorry, ale są one obecnie bardzo istotną częścią propagowanego w mainstreamowej kulturze lifestyle’u.”

    Czy mógłbyś wyjaśnić o co Ci chodziło w tym cytacie? Imo trochę bełkot Ci tu wyszedł, ale może po prostu coś pominęłam. I nie czepiam się użycia angielskich słówek, żeby nie było :)

    • http://jestkultura.pl/ Andrzej Tucholski

      Okej. Efekty kończenia notki grubo po drugiej w nocy. Sorki :p

      Chodziło mi o to, że każda nowa reklama Heinekena jest tak samo dobrym powodem do rozmowy jak premiera nowej płyty Red Hotów lub filmu Allena.

      Bohaterowie popularnych seriali nie idą wieczorem pochillować nad szklanką coli lub dietetyczną sałatką. Idą się zrelaksować do pubu, nad piwem i jak najbardziej mi to odpowiada. Tak się ukształtowała kultura i rozdzieranie jej w pół teraz, post factum, jest raczej słabe. Na odbieranie ludziom dostępności alkoholu jest już trochę za późno, ze społecznego punktu widzenia.

    • Karolina

      Popieram! Na przykładzie seriali (Friendsów i z HIMYMa), kiedy to jedni siedzieli nad Latte, a drudzy w pubie nad piwem. Widać zmianę w tym co kiedyś nie uchodziło za stosowne, a aktualnie jest naturalne i całkiem modne. Przynajmniej ja to tak odbieram

    • Blanka

      Nie sądzę, żeby kiedykolwiek spotkanie przy piwku było niestosowne, czy niemodne – tak samo jak nie mówiłabym o kulturze, ale o zakorzenionych tradycjach. Poza tym aktualnie modnie jest propagować zdrowy tryb życia i takie tam oraz to że alkohol jest be

    • Karolina

      A jednak stosunek do picia alkoholu wydaje mi się o wiele swobodniejszy niż kiedyś- pomimo oficjalniej mody na zdrowy tryb życia. I o to mi w poście powyżej chodziło;)

  • Watje

    W WHO dobrze wiedzą co robią bo to są ci psychole od rzekomego przeludnienia planety co w 2008 wciskali nam trujące szczepionki na nieistniejącą świńską pandemię. Ciągle kombinują czym by nas tu wykończyć. Nie na darmo ich skrót rozwija się do World Homicide Organization.

  • Joanna

    http://www.youtube.com/watch?v=pZrN5l3–S8
    Każdy będzie przeprowadzał badania naukowe dotyczące procentu cukru w cukrze ;) I może o to chodzi, że sprawić, żeby nasze społeczeństwo kształciło się na własną rękę, no i wzrośnie popyt na cukier ;)

    • Karolina

      Haha Poszukiwany Poszukiwana :D

  • Mike

    Ostatnia szansa posiadania polityków z porządnego zdarzenia, oddanych ojczyźnie i myślących, umarła 22 grudnia 1990. Wtedy Prezydent Kaczorowski przekazał władzę Wałęsie. A mogło być tak pięknie, mogli wrócić z uchodźstwa ludzie mądrzy i doświadczeni.

  • Andrzej

    A ja sie nie zgodze z autorem tekstu. Ludzie nie mysla. A jesli juz to wg. prawa- 5; 15; 80
    5% ludzi mysli, 15 mysli, ze mysli, 80 robi wszystko oprocz myslenia. A alkohol jest tak wsaczony w nasza obyczajowoscm, ze nawet tego nie zauwazacie. Alkohol czyli trucizna, czyli odmozdzacz, czyli narkotyk.
    Oczywiscie niech kazdy robi z zyciem co tam chce. Ale szkody spoleczne picia sa na tyle duze, ze pewne utrudnienia, ekonomiczne najlepiej sa pozadane. Np wyzsze kary za kazde przestepstwo pod wplywem alko, czy wyzsze skladki ubezpieczeniowe. Chocby zawarte w cenie alkoholu.
    A fizyczne ograniczenie sprzedazy? Biorac pod uwage, ze Polacy wyssali wodke z mlekiem matki,
    jesli tylko choc troche zmniejszyto spozycie. Dlaczego nie

    • http://w366dni.blogspot.com Patrycja

      Problem w tym, że, jak udowadnia autor tekstu, takie zakazy nie zmniejszają, a jeszcze zwiększają spożycie alkoholu. Walkę z alkoholizmem, spożywaniem alkoholu przez nieletnich, pijanymi kierowcami trzeba prowadzić sposobem, a nie zakazami. Prosty przykład z mojego podwórka-znajomi po przekroczeniu magicznej granicy 18 lat mówią czasem, że picie alko to już nie to samo co kiedyś. Bo jak się wszystko kupi legalnie i nie trzeba się chować to już nie ta sama zabawa. Można pić kulturalnie kiedy się chce, a nie wykorzystywać do cna każdą okazję, żeby się tylko schalać.

    • http://jestkultura.pl/ Andrzej Tucholski

      Faktyczna sytuacja – na jednym z warszawskich osiedli (koło mojego domu), na skejtparku siedzi i ostro wali wódę chmara kilkunastu gimnazjalistów.

      Hipotetyczne rozwiązania – może tam ALBO non stop stać patrol straży miejskiej (co wzbudzi jeszcze większą agresję młodzieży do organów bezpieczeństwa) ALBO władze miasta mogą się dogadać z fajnym i charyzmatycznym młodym człowiekiem, który po prostu kiedyś sobie zacznie wpadać na ten skejtpark i wzbudzi szacunek całej chmary swoimi umiejętnościami jazdy na desce. Na przełomie wynikłych rozmów wielokrotnie (i naturalnie) wypłynie kwestia tego, że on nie lubi alko bo to osłabia organizm i generalnie zaburza równowagę a on za parę lat chciałby iść na zawodowstwo.

      Co da lepszy wynik?

    • Mike

      Tylko, że tu nie chodzi o efekty tylko o kasę i czas. Wybory co 4 lata. 4 lata, tyle ma rząd żeby się przypodobać i wygrać kolejne wybory, co da się przez ten okres zrobić? Nic. Żadne długoterminowe działanie nie przejdzie, bo zmieni się partia i program. Działanie musi być głośne i widoczne od razu, a jeszcze jak kościół to poprze to jest bajka.
      Co do kasy, skoro sklepy mają być państwowe, to czysty zysk dla budżetu :>

  • Andrzej

    ja tez uwazam, ze zakaz(y) niewiele daja. Za to „drobne” utrudnienia jak najbardziej. Czyli podnoszenie cen, mniejsza ilosc sklepow, wezsze godziny sprzedazy. Zakaz reklamy.

    • Mike

      Ja tak nie uważam. Sądzę, że najlepszym pomysłem jest, idąc za autorem, kampania społeczna. Na to potrzeba czasu, a tego nie jest w stanie zrozumieć 60% społeczeństwa. Taka babcia idzie pod blok, widzi pijących skejtów i już jest źle i to wina rządu, bo nic nie robi. Nikt nie uświadamia sobie, że demokrację mamy w Polsce tylko od 22 lat (!) i do pewnych rozwiązań musimy po prostu dorosnąć. Na wszystko potrzeba czasu. Pomysł WHO jest absurdalny…

    • Blanka

      Dokładnie, dobrze przemyślana kampania społeczna jest najbardziej trafionym pomysłem. Szczerze mówiąc to samo czytanie słów („podnoszenie cen, mniejsza ilosc sklepow, wezsze godziny sprzedazy. Zakaz reklamy.”) automatycznie budzi we mnie agresję. Im bardziej przyciskasz, tym bardziej się buntuje, proste.

jestKultura.pl – Kultura, która Cię otacza © 2009-2012 Wszystkie teksty są własnością autora | Projekt: Pexeto | Tłumaczenie: Andrzej Tucholski
Więcej w Biznes & Marketing, Kreacja
Sens Bycia Człowiekiem
Sens Bycia Człowiekiem

Lubię raz na jakiś czas podrzucić Ci coś do przemyślenia na własną rękę. Dzisiaj natrafiłem niechcący na znane mi od...

Zamknij